mwojna
26-09-2005, 21:56
Za namową kobiety zaprzągłem mojego essiego (1.6 16V '96) na wyprawę do Italii. Nie zwarzając na alarmujące wołania mechanika o konieczność wymiany paska rozrządu zapakowałem samochód - pojechałem po znajomych do Łodzi i w pełnej obsadzie - 4 osoby + bagaże + sprzęt kampusowy i zaprawiontowanie na 2 tyg. Wyruszyliśmy w stronę laguny weneckiej. Szczerze nie przejmowałem się za bardzo poziomami płynów - jedyne co, to zmieniłem szczęki z tyłu - bo chyba był to ostateczny moment. Uważam, że fordzio idealnie radził sobie zarówno na wąskich serpentynach górskich jak i na autostradach (130-150 km/h) - 20 godzin jazdy non stop! Beż żadnych zbędnych przygód. No może poza tym, że jak tylko wyruszyłem z domu na wakacje przypomniała o sobie oberwana izolacja termiczna - taka blacha, która znajduje się między podwoziem a układem wydechowym. Wjechałem do przydrożnego warsztatu i mechanik usunął ją w minutę. Przejechałem bez niej 3500 km nie oszczędzając auta - ale jednak konstruktorzy po coś ją zamontowali. Czy ktoś może mi powiedzieć - czym może grozić jazda bez tego kawałka blachy?
Pozdrawiam wszystkich połykaczy kilometrów spod znaku niebieskiego jaja :)
-P.S. Zdjęcie z parkingu - Dolomity :)
Pozdrawiam wszystkich połykaczy kilometrów spod znaku niebieskiego jaja :)
-P.S. Zdjęcie z parkingu - Dolomity :)