Zadałem dzisiaj sobie w czasie wolnym troszkę trudu między jednymi papierkami a drugimi i poczytałem w oryginale projekt nowelizacji ustawy prawo o ruchu drogowym, którego pierwsze czytanie odbędzie się na najbliższym posiedzeniu Sejmu.
Każdy zapewne już słyszał o mandatach nakładanych w oparciu o procent przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej opublikowanego przez GUS, ale jest kilka rzeczy o których pewnie nie słyszeliście, a które zostały kompletnie przemilczane przez dziennikarzy (pewnie oprócz tabelki nikomu się nie chciało czytać przepisów).
1) Postępowanie mandatowe zastąpione postępowaniem administracyjnym (niektórym może się to wydawać prawniczą bezsensowną paplaniną ale tak nie jest) i kara w trybie administracyjnym wymierzona przeciwko właścicielowi auta. Brak możliwości wskazania sprawcy, nawet gdyby się chciało. Jedynymi przesłankami egzoneracyjnymi będą (w uproszczeniu) siła wyższa lub sprzedaż albo kradzież auta. Dowodem np. sprzedaży ma być umowa. W pierwszym punkcie uzasadnienia tej zmiany posłowie wnioskodawcy wymienili trudności w postępowaniu mandatowym odnoszące się do ustalenia sprawcy i negatywne w związku z tym skutki dla budżetu (czytaj - nie dajemy sobie rady, a kasy brak, więc idźmy na łatwiznę). Dla mnie jest to absolutnie niebywałe by karano właściciela pojazdu, niezależnie od wszelkich innych okoliczności. To na państwie powinien spoczywać obowiązek udowodnienia mi winy, i tak jest w każdym państwie prawa, np. w Niemczech (3 miesiące czasu mają na dodatek od momentu wykonania fotki).W tym trybie nie będzie punktów karnych, więc jest po prostu absolutnie ewidentne że chodzi o kasę a nie o bezpieczeństwo, bo bogaty może więc mieć w żopie fotoradary bo i tak prawka przez to nie straci.
2) Najciekawszy chyba punkt i kolejny idiotyzm. Uchylony zostaje ustęp, zgodnie z którym między 23:00 a 5:00 obowiązuje 60 km/h w terenie zabudowanym. Jeśli to przejdzie, będzie 50 km/h całą dobę.
3) No i mocny akcent na sam koniec: przejazd na czerwonym świetle to 20% przeciętnego wynagrodzenia, a w terenie zabudowanym kwota ta ulega podwojeniu! Czyli przejazd na czerwonym w mieście będzie kosztował (jeśli to przejdzie) 40% od 3942,67zł czyli 1570zł (zaokrągla się w dół do pełnych dziesiątek). Kto jeździł po Warszawie wie jaki to dreszczyk emocji tam gdzie są radary na światłach, np. na Sobieskiego, Ostrobramska/Fieldorfa czy od niedawna Jana Pawła/Solidarności. Chyba najbezpieczniej będzie zatrzymać się na zielonym i poczekać na kolejną zmianę świateł
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Ogólnie dla mnie ten projekt byłby w całości do wywalenia do kosza, porażające rozwiązanie ze ścieżką administracyjną, głupie powiązanie mandatów do przeciętnego wynagrodzenia, 50 km/h całą dobę, likwidacja punktów przy zdjęciach z fotoradarów, co jeszcze bardziej wzmacnia pozycję tych, którzy byli do tej pory krytykowani, czyli tzw. bogaczy. Mówiono, co tam dla nich, 500zł to pryszcz. Tyle że teraz było 500zł + 10 punktów. Trzy takie numery i prawko weg. A teraz tzw. bogacze będą mieli jeszcze lepiej. Może i zapłacą 1.500zł, ale punktów nie dostaną, i prawka nie stracą. Kto jest zadowolony? Oni, ale najbardziej minister finansów. Kasa będzie się zgadzać. A reszta niech cierpi.