Odp: Rano po odpaleniu piski pod maską
To tak do tego tematu idealnie pasuje, ale trochę na smutno i na wesoło...
Kiedy zimą odwoziłem rano żonę do pracy, gdzieś przed godz. 6-tą, po odpaleniu auta, słyszę pisk i łomotanie. Zgasiłem przerażony natychmiast motor, a łomotanie i piski sa dalej. I co się okazuje, to kot biedaczyna spał sobie na plastykowej osłonie silnika i tak dobrze mu sie spało na ciepłym silniku, a wróciłem do domu dość pózno w nocy, ze nie słyszał wsiadania, trzaskania drzwiami. Kiedy zaczął warczeć motor, to dał susa w pasek wielorowkowy i tam utchnął, ale sie zablokował i nie mogłem go wyjąć. Piski i jęki niesamowote, bo biedaczysko cierpiało, żona też lamentuje bo jej szkoda kota i spóźni sie do pracy, ale szybko latarka, klucz 17 -stka i poluzowałem napinacz, kot dalej tkwi. Musiałem jednak zrzucić pasek i nieszcześnika wyjąć za futro i ku mojemu dziwieniu kotu nic nie było.
Czmychął natychamiast na czterech łapach pod inne auta, ale dla rekompensaty za jego cierpienia, których ja byłem powodem, wynosiłem mu za to jedzonko, bo zimą bezdomnemu kotu jednak ciężko przeżyć.
Pozdrowionka.
|