Plastikowa pierdółka - przygody z samoregulatorem...
Mam nadzieję, że po przeczytaniu posta nie wydacie werdyktu, którego się boję...
1-wsza w nocy, z soboty na niedzielę, 420km od domu, wieś pod Lęborkiem. Wpada mi sprzęgło w podłogę. Sprawdzam linkę - cała. Wkładam głowę pod pedały - widzę wyrwany samoregulator (ten półokrągły zębaty element). Nie mam czegoś takiego na zapasie, w nocy mi nikt nie pomoże, w niedzielę warsztaty i tak nieczynne, w poza tym kto będzie miał taka część w małym miasteczku? Decyzja: jadę te ponad 400km w nocy do domu bez sprzęgła. W poniedziałek mechanik w mig dokupuje regulator (dziwi nas dodatkowy ząb, którego nie ma gdzie zamontować) ale dochodzimy do wniosku że to od poprzedniego modelu, gdzie ten regulator był jeszcze samoregulatorem (później przedrostek "samo-" zniknął i został sam regulator a regulacja polegała na ręcznym dociskaniu śrubą imbusową). Po wymianie auto pojeździło 3 dni, sprzęgło chodziło z wyczuwalnym oporem, choć miękko i płynnie... i znowu to samo... Obleciał mnie strach, bo takie problemy mogą świadczyć o "kończącym się" sprzęgle... Wtedy wpadłem na pomysł, żeby zgłębić temat samego regulatora... I _wydaje mi się_, że są co najmniej dwa warianty tego ustrojstwa (do '95 i po'95) - pułapka polega na tym, że wyglądają prawie identycznie, pasują na "miejsce przeznaczenia" tylko coś nie tak z rozkładem naprężeń i wytrzymałością - bo pęka...
Różnica w wyglądzie tych regulatorów jest wręcz kosmetyczna, a nigdzie nie mogę dostać tego co potrzebuję (albo ubzdurałem sobie, że potrzebuję)...
I tu pytanie zasadnicze: czy rzeczywiście zamontowanie wcześniejszego regulatora daje taki efekt (pękanie na obejmie osi pedałów) czy to jednak sprzęgło?
|