Amatorka przy wymianie fotela
Jako, że miałem (nie)przyjemność wymiany stelaża fotela kierowcy w Mondku odgrzeję i przypomnę nieco temat zainteresowanym osobom, które miały podobny problem. Jeżdżę do elbląskiego serwisu Ford Gołębiewski (chociaż dużo bliżej mi do BIG Autohandel w Olsztynie) i po raz kolejny zawiodłem się na "autoryzowanym, pożal się Boże, serwisie Forda". Serwisując starsze MK3 w Olsztynie okazało się, że nie wymieniali mi filtra pyłkowego, za który kasowali jak za zboże. Sprawa wyszła na jaw za sprawą nieustającego smrodu z układu klimy. Stąd wybór Elbląga przy zakupie MK4.
Ja rozumiem, że to nie marka premium a'la Audi czy Merc ale zaczynam podejrzewać, że lepszy serwis mają właściciele Dacii Logan... Poza tym, do cholery, to jest auto za 100k PLN a traktują człowieka jak wybredną babę przebierającą pomidory na rynku. Staram się być wyrozumiałym bo sam też nie jestem nieomylny ale, do cholery, kiedy coś spartolę to staram się zrobić wszystko żeby sprawę sensownie rozwiązać i załagodzić.
Korzystając z drugiego przeglądu serwisowego (40 tys) zgłosiłem skrzypienie fotela kierowcy. Chłopaki potwierdzili ale musiałem umawiać się na kolejną wizytę (mam wrażenie, że nie mają tam nic na stanie oprócz olejów, filtrów i kawy). Nie jestem też Kulczykiem ale zawalony dzień na takie pierdoły to dla mnie dwa kroki w tył z obowiązkami służbowymi dlatego krew mnie zalewa za każdym razem kiedy słyszę "napiszemy do Ford Polska" i poczekamy na odpowiedź, albo: "zrobimy najpierw testy bo takie mamy procedury".
Podobnie było wcześniej z reklamowaną zapalniczką, którą rzeczywiście wymienili kiedy zajechałem przy okazji wyjazdu do trójmiasta. Piłem kawkę prawie dwie godziny bo: "musieliśmy zrobić testy". Czy to jest do cholery jakiś "rocket science" i trzeba mieć doktorat z zapalniczkologii? Ja bym to jeszcze przemilczał ale żona nie odzywała się przez dwa dni bo obiecałem, że wpadniemy na 10 min i dadzą nam nową.
Wracając do fotela to sprawa wygląda tak:
Po serwisie wsiadam do auta, chwytam kierownicę i czuję że jest zdrowo upieprzona. Więc od razu sprawdzam resztę: prowadnice sanek fotela uwalone białym smarem w sprayu (nie w środku tylko na zewnątrz, a przy okazji wykładzina i dywaniki). Żenada. Pokazałem to doradcy serwisowemu a na pamiątkę dałem chusteczkę, którą wytarłem syf z koła kierownicy. Przy okazji - fotel dalej skrzypiał po odbiorze. Obiecał rekompensatę.
A jak w praktyce? Musiałem dzwonić dwa razy w tygodniu i pytać co się w mojej sprawie dzieje. Za dużo się nie działo. Po kilku telefonach serwisant sprowadził stelaż, który jadę jutro wymienić. Wieczorem postaram się napisać jak przebiegła cała akcja. Zastanawiam się tylko czy nie przysługuje mi prawo do nowego fotela (caluśkiego, łącznie z piankami i tapicerką). Raz wymieniali i bez efektu a nawet powiedziałbym, że jest gorzej bo oprócz skrzypiącego stelaża doszło skrzypienie źle spasowanej pianki... A przecież fotel to element bezpieczeństwa samochodu. W razie "W" wszystkie kolorowe, trzyliterowe systemy bezpieczeństwa, za które słono płacimy można sobie wsadzić gdzieś bo rozpieprzymy się jak arbuz z powodu błędu idioty mechanika, który improwizował przy montażu stelaża.
Żeby nie być gołosłownym podrzucę kilka fotek. Przy okazji: zobaczcie smarowanie zawiasów, i znajdźcie mi miejsce w komorze silnika z kartką o następnym przeglądzie. Nie ma? Na bocznym słupku też nic nie ma... Uprzedzając pytania o brudną komorę silnika: w Olsztynie oszukiwali z filtrem ale chociaż o kosmetykę dbali a te zdjęcie zrobiłem po serwisie w Elblągu.
Ostatnio edytowane przez Asco ; 25-10-2010 o 21:49
|