Odp: Amatorka przy wymianie fotela
Nie pisałem wcześniej o przeprowadzonej akcji serwisowej bo chciałem troszkę pojeździć Mondkiem żeby za wcześnie nie pochwalić.
Generalnie spędziłem w ASO cały dzień. Dobrze, że tym razem zostałem na miejscu bo po drodze obsługujący mnie doradca serwisowy miał kilka pytań i gdybym wyskoczył na miasto jak to zwykle wcześniej robiłem, to pewnie część usterek nie zostałaby naprawiona.
Primo: fotel. Wymienili cały stelaż (siedzisko z oparciem) i skrzypienie ustało jak ręką odjął. Po odbiorze miałem okazję przegonić auto po indiańskich ścieżkach Warmii (były dziury, koleiny, szuter i kocie łby) i aż w uszy kłuła cisza w aucie.
Secundo: cała reszta. Komora silnika wypucowana, naklejki nalepione tylko pytanie: dlaczego dopiero teraz, po kilku moich telefonach i osobistej wizyty w ASO? Mieli co prawda wyczyścić brudny dywanik i wykładzinę w okolicy fotela (przy poprzedniej wizycie obsmarowali białym smarowidłem wszystko dookoła) ale już nie miałem sił żeby przyczepić się do tego detalu.
Tertio: niespodzianka po odbiorze. Po odebraniu auta wyskoczyłem do centrum Elbląga żeby w razie co móc wrócić na poprawkę. Zapeszyłem bo okazało się, że po zmontowaniu fotela źle założyli mi zapięcie pasa bezpieczeństwa (tzn. czerwonym klawiszem w stronę kierowcy). Przy okazji na prostym odcinku obwodnicy zauważyłem, że auto skręca w prawo przy wyprostowanej kierownicy (i to tak, że po 100 m zjeżdżałem na drugi pas). Wspomniałem o tym kiedy wróciłem do salonu ale usłyszałem, że nie mają miejsc na podnośnikach i nie wiadomo czy da się to zrobić.
Na szczęście dla wszystkich podnośnik szybko się znalazł i chłopaki ustawili pełną geometrię kół. W sumie to niezłe jaja bo prawdopodobnie przy wrześniowym serwisie przy wymianie drążka nie ustawili ani geometrii ani zbieżności. Nie jeździłem akurat w dłuższe trasy więc mocno tego nie odczułem ale rzeczywiście auto "rwało" na zakrętach i koło kierownicy nie wracało do normalnej pozycji przy manewrowaniu w wąskich uliczkach i na parkingach.
Parafrazując Tomasza Lisa: skąd ci biedni kur** ludzie mają to wiedzieć skoro ja sam tego nie wiem. Co ma powiedzieć kobieta, która dolewa tylko paliwa i płyn do spryskiwaczy i jeździ regularnie serwisować auto w ASO? Że samochód za 100 tys PLN jest trupem po 3-4 latach bo w ASO pracują niedouczeni amatorzy? Dokładnie zdaję sobie sprawę, że cholernie ciężko teraz o dobrego pracownika bo sam mam wątpliwą przyjemność być po stronie pracodawcy ale to jest już sprawa wewnętrzna ASO żeby takie kwiatki jak w moim przypadku się nie zdarzały. Mówiąc krótko: ziemniakami handlować a nie autami.
Już prawie zapomniałem, że obiecałem opisać moje wrażenia z serwisu ale wczoraj zadzwoniła miła pani z Ford Gołębiewski i pytała uroczym głosem czy jestem zadowolony z ich serwisu. Oczywiście potwierdziłem bo na początku przyszłego roku znów wymiana oleju a nie chciałbym paść ofiarą sabotażu mechaników...
|