Czytalem wlasnie aukcje faceta ktory sprzedawal pralke ktora kupil 8 tygodni temu, taka najbardziej topowa co tylko nie gada jeszcze.
Po tych osmiu tygodniach jeden paddle (plastik w bebnie) odpadl. Przyjechal Pan Serwis i powiedzial, ze klient zepsul i on naprawic nie moze. Do tego w miedzyczasie w praniu wpadlo wzmocnienie biustonosza (ktore Pan Serwis znalazl) i powiedzial, ze to "TO" uszkodzilo pralke, czyli klient zawinil.
Pincset funtow poszlo na smietnik...no w sumie 470, bo 130 dostal za uszkodzona.
Tak wiec nie tylko mam wrazenie, ze dziwna niespotykanie regularna "psujnosc" jest jakby zaprojektowana, ale martwi to, ze niestety ludzie do napraw maja czesto inteligencje malpy i spryt bawola. Tak jest gdzie sie nie popatrzy. Jak Panu w ASO komputer powie, ze cos jest zepsute to on to musi wymienic, nawet jak zepsute nie jest (bo klient placi i tak). I to nie tylko ASO, bo kazdy "spec" teraz robi.
Jak musze czasami rozmawiac z ludzmi z serwisu to wlos mi staje na glowie. Skad oni ich biora? Nie ma czlowieka ktory mysli, sa malpy wyuczone obslugiwac program (i to tez nie do konca).
I do tego jest dziwny poklask ludzi tam idacych. Nie ma juz mody z lat 70-80tych bycia "miszczem" w naprawianiu i usprawnianiu. Kiedys to prawie zawody byly, a teraz w modzie jest powiedziec "Czas to piniondz, wiec nie mam czasu na grzebanie. Eee, tam tysiak zaplacilem, ale warto bylo..." Niestety nawet jezeli ktos jak chlop krowie na rowie wytlumaczy jak naprawic cos w 2-3 godziny. Dla mnie sprawdzenie czegos samemu, rozebranie, poznanie i proba naprawy to najwieksza przyjemnosc mimo, ze czasu mam coraz mniej. Wtedy tez czesto wychodzi jakie bajki i zaslyszane historie ludzie powtarzaja latami bo nigdy nie widzieli tego o czym sie wypowiadaja.
I tak wracamy do poczatku - stajemy sie niewolnikami niewiedzy i ignorancji.
Cytat:
|
" (Are) We growing wiser, are we just growing tall?"
|