No i zonk... W poprzednim temacie na ten temat pisałem że pije mi olej do kreski minimum i tak stoi, było dobrze od tamtego czasu trochę przejechałem ale ubytku było zero (czyli jakiś milimetr nad kreską minimum)
Jakiś miesiąc temu silnik mi się trochę przegrzał, nie zapaliło się to słoneczko na desce, jednak kreska doszła do czerwonego pola, natychmiast zgasiłem motor i okazało się że padł wentylator, wymieniłem go, potem nie sprawdzałem poziomu oleju, wczoraj na przeglądzie jak typek zjeżdżał z rolek trochę go przegazował i ku mojemu zdziwieniu... poszła niebieska chmura z wydechu :o Dzisiaj sprawdzałem, lecz z wydechu po przegazówce leci czarna chmura (wcześniej tego nie było) ok 3000 tys obrotów, bagnet suchy... po dolewce litra oleju na bagnecie na samym końcu pojawiła się jedynie kropelka oleju, z komory silnika słychać jakby terkotanie, metalowy odgłos przyśpieszający wraz z obrotami, lecz już wcześniej ten dźwięk był słyszalny. (lampka oleju nie zapaliła się ani razu, olej wymieniany ok 6tys temu na mineralkę Castrol przebieg 185 tys)
Tutaj moje pytania:
Czy opłaca się robić generalkę? Jeśli było jeżdzone ze zbyt niskim poziomem oleju co tam się mogło stać? Czy takie ubytki oleju, oraz spalanie go mogły zostać spowodowanie przegrzaniem się motoru? I najgorsze, jaki może być tego koszt?
Dodam że boję się pakować używany motor bo nie wiadomo co to będzie.
Na aucie mi zależy ponieważ zrobiłem generalny remont blachy
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum. Oraz trzyma mnie z nim jeszcze bank przez jakiś czas
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Pozdrawiam