Taaaak, jasne. Ciekawe co (oprócz zatrzymania się, przejścia w miejscu, gdzie nastąpiło potrącenie i nieodnalezieniu zwierzaka) wg Ciebie powinienem zrobić? Może wezwać 17 zastępów policji aby przeczesali okoliczne lasy i domostwa (oczywiście, koniecznie z psami tropiącymi)?
Zanim zaczniesz produkować nic nie wnoszące do tematu OT zastanów się choć chwilę:
Po pierwsze - z jaką prędkością mogłem jechać (teren zabudowany) skoro kot nie został "zmiażdżony", a zderzak zmasakrowany?
Po drugie - istnieje pojęcie
OPIEKI nad swoimi pupilami, na szczęście istnieje również prawo, które stanowi, iż właściciele powinni tą opieką swoje pupile otaczać, gdyż mogą np.
WTARGNĄĆ na jezdnię. Brak tejże opieki
Cytat:
|
grozi poważnymi konsekwencjami (DLATEGO
|
właścicielowi kota
Cytat:
|
przydała by ci się nauczka na przyszłość).
|
Po trzecie -
Cytat:
|
Lepiej by było gdybyś pomyślał ............. zanim potrąciłeś biednego kotka który z pewnością na pewno nieżle ucierpiał
|
aż szkoda czasu na czytanie tego... O czym wg Ciebie powinienem pomyśleć? Że nie powinniśmy używać aut, bo raz (w moim przypadku) na kilkanaście lat jazdy autem zdarzyć się może, że pozostawiony bez opieki kot (czy inne zwierzę) wyskoczy bezpośrednio przed auto? Czy może raczej powinienem pomyśleć, aby wcześniej udać się do jakiejś Świątyni, aby zostać natchnięty przez Moce Niebieskie, które uświadomiłyby mi, iż "przejechanie 700 metrów wcześniej przez przejazd kolejowy, przez który (o dziwo) jak raz nie jechał pociąg, minięcie na prostej drodze 13 aut , z których 2 miały przepaloną lewą żarówkę pozycyjną, a 3 inne prowadzone były przez starszych panów w kapeluszu oraz godzina 22:47 na zegarku i grany aktualnie kawałek rihanny w RMF" to nic innego jak oznaki, iż za 147 metrów wybiegnie mi przed maskę kot więc powinienem się natychmiast zatrzymać?
BTW - mój pies nigdy nie biegał przy ulicy "samopas", nie podbiegał i nie obwąchiwał (ku przerażeniu niektórych mam) wózków z niemowlakami, jak to się czasami zdarza...
Łąka za miastem wystarcza do wybiegania się...