Cytat:
|
jakie są pierwsze symptomy, dzięki którym będzie można spróbować przewidzieć katastrofę ?
|
Biały dym o zapachu spalonego oleju powinien każdego właściciela "turbawki" skłonić do sprawdzenia luzu na wirniku turbiny - zwłaszcza przy przebiegu zbliżonym do 200.000 km. Każdy kumaty w tym względzie mechanik zrobi to w 10 minut - zdjęcie węża ze sprężarki i sprawdzenie ręką luzu promieniowego.
Generalnie - o ile każdy olej silnikowy pracuje przez większość czasu w silniku w stabilnej temperaturze ok. 95 stopni, to na łożyskach turbiny sytuacja jest zupełnie inna.
Tu zdecydowanie porażką jest olej mineralny, półsyntetyk po ostrej jeździe autostradowej wymaga schłodzenia turbiny, ale full syntetyk nic sobie z takich temperatur nie robi i zachowuje poprawne własności smarne nawet w 350-400 stopniach C.
Każdy producent samochodów dąży do minimalizacji kosztów eksploatacyjnych, bo jest to główny parametr dla wielu odbiorców, w tym największych - tzw flotowych. Więc zaleca do stosowania tańsze oleje półsyntetyczne i jak najrzadsze wymiany oleju. Samochód flotowy ma pojeździć dwa - trzy lata i zrobić góra 200.000km. A potem choćby potop - auto idzie na rynek wtórny, niech martwi się kto inny.
Producent więc pisze, że należy stosować olej 5W-30 i tylko czasem (małymi literkami) - lub lepszy.
Reasumując: jeżeli ktoś
ma silnik z turbiną, dużo jeździ i dba o samochód - powinien jeździć na markowym fullsyntetyku, np 5W-50. Taka turbawka będzie mu długo służyła...