Cytat:
|
Gdyby auto było dobre , to odkupiły je pracownik, który nim jeździł. Pewnie mógłby kupić je jeszcze taniej (przynajmniej u mnie w firmie tak jest i u kolegi też). Sam silnik to pikuś, można byłoby zrobić swap, ale pewnie i po dzwonie, i zawias do roboty, i jeszcze coś. I w sumie wyjdzie drożej niż auto w dobrym stanie. Dziwi mnie, że jakaś handlarzyna jeszcze go nie łyknęła i nie zrobiła super igły.
|
A nie bierzesz pod uwagę, że pracownikowi on jest potrzebny jak plaster na d... bo ma już następny?
Jeździłem wieloma autami służbowymi i w wypadku żadnego nie przyszedł mi do głowy odkup, bo gdy zdawałem jeden to po prostu przenosiłem swoje graty do drugiego, nowego który już stał gotowy obok. A prywatnie zawsze miałem auta lepsze niż służbowe (i tak jest do dziś) co powodowało, że jazda firmowym poza zyskiem finansowym i chwilową przyjemnością posiadanie fabrycznie nowego auta była dla mnie na ogół karą. Poza tym nie każda firma daje rabaty. U mnie jest rzeczoznawca, wycena i bardzo niewielkie pole manewru. Rabat to dostanie handlarz, który weźmie jednym strzałem 10 sztuk, z czego 5 dobrych i 5 trupów. Pracownicy chcieliby tylko te dobre, z rabatem i może jeszcze na raty, a ze złomem właściciel by się bujał w nieskończoność. Żaden biznes dla obu stron. W ręczne zarządzanie takimi sprawami to się może bawić prywatna firma z flotą 10 aut, a nie korporacja w której jeździ ich kilkaset i w której na dodatek obowiązują kodeksy etyczne, są procedury antyłapówkowe, pełna transparentność w sprawach finansowych i która jest notowana na giełdzie. U mnie nawet na stare zdezelowane notebooki są ogłaszane licytacje, bo nie można ich tak po prostu sprzedać. Nikt ich nie kupuje, robi się protokół zniszczenia i po sprawie. Ale taniej "po uznaniu" sprzedać ich nie można.