Podejdę to tematu kronikarsko:
Moje pierwsze wyjazdy zagraniczne (z rodzicami) - Wartburg zweitakt, znajomi Syrenka, kierunek Bułgaria, wczesny Gierek. W bagażnikach pełno elementów, które mogą się zepsuć. Prawie kompletne silniki, kawałki przeniesienia napędu, śrubki, druty, oleje, łatki (na gorąco) i jeszcze 1001 drobiazgów. Przegląd przed wyjazdem dokonany na podwórku na zasadzie: duży młotek w łapie i obstukujemy. Jak wagony PKP.
Moje wyjazdy zagraniczne, nadal ustrój socjalistyczny, 1500$ dolarów, które przywozi znajomy ze Stanów wystarcza na mieszkanie, moja pensja po kursie czarnorynkowym jakieś 13$. Auto to F126p, kierunek - objazd Europy. Wyposażenie podobne jak podczas wyjazdów rodzinnych, w bagażniku jakieś szczotki do alternatora, rozrusznika, kompletny gaźnik, komplet uszczelek do silnika i skrzyni, dętki, łatki, skrzynia narzędzi. A bagaż na dachu bo zabrakło w środku miejsca. Autko też posprawdzane z każdej strony.
Wyjazd sprzed kilku lat do Bułgarii. Mercedes W124, auto 20-letnie, na zegarze około 3/4 miliona kilometrów. Wsiedliśmy i pojechaliśmy samochodem, który był normalnie eksploatowany codziennie. I przez te prawie 4 tys. kilometrów nawet nie kichnął. O!
Oczywiście miałem za pazuchą ubezpieczenie w wersji super-mega-hiper z Warta Travel.
I teraz planując wyjazd po Europie moim Focusem zamierzam do tego podejść podobnie jak z Mercedesem. Wsiąść i jechać. Bo on systematycznie jest kontrolowany przez mechanika i wiem za ile kilometrów skończą się klocki, tarcze. Nie wiem kiedy strzeli pasek, ukręci się półośka, urwie tłok. Na to mam ubezpieczenie
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
A czy polecam Wartę? Trudno odpowiedzieć, bo nie musiałem korzystać. Ale kilka lat temu mój szwagier będąc w Austrii skręcił nogę na nartach, moja siostra była w ciąży i Warta opłaciła mój przelot w Alpy abym jako kierowca ich stamtąd zabrał. I tak wyszło im taniej niż wysyłać swojego kierowcę.