Cytat:
|
Jechał oznakowanym radiowozem (bez sygnałów uprzywilejowania), podjął manewr wyprzedzania kilku pojazdów (dokładnie 6 "osobówek"). W trakcie wykonywania wyprzedzania zauważył, że trzeci od przodu hamuje, a drugi wykonuje manewr skrętu w lewo - doszło do wypadku (radiowóz wjechał w skręcające w lewo auto). Kobieta skręcająca w lewo trafiła do szpitala. Decyzja sądu (w oparciu o dwie niezależne opinie biegłych)- kierujący radiowozem współwinny spowodowania wypadku (nieprawidłowe wyprzedzanie /bez upewnienia się czy wykonanie manewru nikomu nie zagraża/, oraz przekroczenie dopuszczalnej prędkości o 20 km/h).
|
Rozumiem, że sprawca wyprzedzał przed skrzyżowaniem bo poszkodowana skręcała w lewo. Jego wina. Ale jak nie ograniczają nas znaki i miejsca gdzie wyprzedzać nie wolno oraz mamy dobrą widoczność i drogę to po co "skakać" między pojazdy? A jeżeli już, to jak nie jechać "na zderzaku"? Poprosić aby pojazdy się rozjechały na większą odległość? A dlaczego to niby nie może być mowy o "współpracy" wyprzedzanych i wyprzedzającego? Bo tych pierwszych jest kilku? A cha! Czyli jadący w grupie nie obowiązują zasady dla pojedynczego pojazdu. To dziwne.