Mam takie pytanko, zwłaszcza do
TANGO_ROD. Mianowicie była taka sytuacja, gdzie gość mnie najpierw obtrąbił, potem wysiadł i zaczął się drzeć na całą ulicę, żebym "uważał jak jeżdżę" (taki był przekaz, aczkolwiek niekoniecznie ubrany w te słowa, lecz bardziej wulgarne). Wydawało mi się, że mam pierwszeństwo, ale w związku z tym, że gość jechał szybko i pewnie wjechał na skrzyżowanie, to dałem w ostatniej chwili po heblach, ale nie obyło się bez jego pisku opon i odbicia kierownicą (pewnie instynktownie) - nic się nie stało i do stłuczki brakowało kilkadziesiąt centymetrów, ale chciałbym dopytać, kto w tej sytuacji miał rację?
Ja jechałem Starzyńskiego i chciałem skręcić w prawo, w Kapitańską. Gość jechał Parkową i chciał jechać prosto, też w Kapitańską.
Znaki i skrzyżowanie z mojej perspektywy widać tutaj:
http://tiny.pl/q8tr7
Znaki i skrzyżowanie z perspektywy drugiego kierowcy:
http://tiny.pl/q8tr9
A tutaj ta wysepka, przy której był powyższy incydent:
http://tiny.pl/q8trw
Czyli on na głównej, ja na głównej, obaj jedziemy w podporządkowaną, choć on ma mnie po prawej stronie. Chodzi o to, że gość już był na skrzyżowaniu i tak naprawdę na wysokości wysepki z niego zjeżdżał, a ja dopiero wjeżdżałem, dlatego on miałby rację?