No to tu możemy sobie o moim przypadku do woli dyskutować...
Oglądać sobie można z linku
https://www.dropbox.com/sc/qpzq9p4ei...jaWSF2M1cdS0Na (aktualny podpis jest tymczasowy i wkrótce "wróci do normy"...).
Co i jak - sam przekopiuję do pierwszego postu.
Po tym co zostało z mojego (starego) "awatara" to łatwo się domyśleć, że obiekt spotkania był "konkretny"... Była to betoniarka "gruszka" - ca 25 ton wagi łącznej, która sprytnie ukryła się pod dużym kątem na drodze poprzecznej (podporządkowanej) - a konkretnie w części rozdzielającej dwa pasy ruchu. W pewnym momencie postanowiła jednak "a co mi tam - jadę - duża jestem". I pojechała. Tuż przede mną. Uderzyłem w jej tył 5m za skrzyżowaniem jak jeszcze nie była nawet na środku lewego pasa. Nawet jej nie dostrzegłem (w każdym razie po wstrząśnieniu mózgu nie pamiętam bym jej obecność w ogóle zanotował). Ja wcześniej jechałem tak 110km/h (w czasie zderzenia nie wiem ile...) a ona jakieś 5km/h. No i efekty widać.
Mam złamany lewy obojczyk (pas bezpieczeństwa nie miał szans nie zrobić krzywdy przy takich przeciążeniach...) oraz złamany kciuk prawej ręki (poduszka zabrała go na "lewą stronę"...). Solidnie jestem poobijany i pełno mam drobnych skaleczeń. Ale żyję, piszę a nawet sam (choć w towarzystwie żony) jeżdżę już jej samochodem szukać następcy...
Tak czy inaczej mój stary Maxiu zasługuje na pomnik za uratowanie mi życia w sytuacji zupełnie beznadziejnej.
Ta śliczna droga na pierwszym filmie to DK1 tuż przed Częstochową - kilkaset metrów przed zjazdem na Lubojenkę. Akcja drugiego filmu toczy się 5-10m za tym zjazdem...
Na drugim filmie nic nie słychać, bo w czasie gdy akcelerometr uruchomił nagrywanie poduchy już były "odpalone" a ja nieprzytomny...