Samych powodów podgrzewania silnika jest wiele:
- chęć ogrzania wnętrza pojazdu
- odmrożenia szyb i lusterek
- nie katowanie go aż tak jeżeli jesteśmy w zaspie i musimy na wysokich obrotach wyjechać, wtedy nawet minimalne dogrzanie silnika z pewnością będzie lepszym rozwiązaniem.
Każdy chyba doskonale wie, że rozgrzanie silnika do normalnej temperatury w zimie na postoju po nocy nie udaje się nikomu i też nie ma większego sensu czekać na to, bo rozgrzanie go na biegu jałowym do 90 stopni chyba graniczy z cudem. Albo zajęło by bardzo dużą ilość czasu. Auto najlepiej się dogrzewa podczas jazdy a nie na luzie. U mnie schemat zawsze był podobny, zapalam, idę odśnieżam autko wsiadam i jadę. Nie czekam x minut i x sekund. Ale przeważnie to jest właśnie te 2-5 minut (jak jest skrobanie i duży mróz). W innych przypadkach wsiadam odpalam kilkanaście sekund i jadę, bo wiem, że i tak auta nie dogrzeję do prawidłowej temperatury. Ale ruszanie zaraz po odpaleniu nie uważam za uzasadnione. Wiem po moim starym benzyniaku, owszem, może z nim było coś nie tak, ale jeżeli w zimie nie wyłączyło mu się ssanie po jakimś czasie, to chodził jak traktor, był zmulony, tak jak by się nie obudził. Po 1-2 minutach jeżdził normalnie
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.. W Fordzie nie mam takich przypadłości, wsiadam i jadę, no ale to w końcu podobna zasada.
Także moje zdanie, odpalić na chwilę chociaż i jechać, ale tez nie przesadzać z tym dogrzewaniem bo i tak auta nie dogrzejemy na postoju. Jeżeli jednak jesteśmy w jakieś zaspie i musimy przygazować to polecam jednak nawet na postoju mu zwiększyć delikatnie obroty i potrzymać tak trochę, a dopiero mu cisnąć w zaspach. Jeżeli ktoś ma inne zdanie, to chętnie je usłyszę, może zweryfikuję swoje poglądy. Nie upieram się przy swoim, po prostu takie wnioski sam wyciągnąłem z moich doświadczeń. Tylko krowy zdania nie zmieniają.