Cytat:
|
Sporządzali całą dokumentację z kolizji, robili zdjęcia itd. To chyba wypisanie mandatu było najprostszą i najszybszą rzeczą.
Po prostu byli niedouczeni.
|
To Twoje zdanie i masz do niego prawo, ale wniosek końcowy jet raczej zbyt pochopny. Wezwanie policji na miejsce zdarzenia wiąże się z obowiązkiem wykonania określonych czynności ( w tym wypadku udokumentowania uszkodzeń w pojazdach i sporządzenie notatki). Przecież ubezpieczyciel sprawcy zawsze wysyła do sprawcy zapytanie, czy potwierdza fakt zaistnienia takiego zdarzenia i czy na miejscu była policja. Potwierdzenie interwencji policji, pociąga zatem kolejny ruch ubezpieczyciela - pisemko z prośbą dokumentację zdarzenia.
Mandat mogli wypisać, bo p.r.d. przewiduje taką możliwość, jednak kodeks wykroczeń (który jest ustawą o wyższej randze od p.r.d.) już taką możliwość wyklucza. Tak więc jeśli sprawca chce uniknąć wizyty w sądzie - przyjmuje mandat i ma już "święty spokój". Bywają jednak kierujący, którym zależy na punktach karnych (przy wypisanym mandacie punkciki aktywują się zaraz po wprowadzeniu do systemu), ci właśnie wolą wizytę w sądzie, bo punkty karne będą aktywne dopiero po uprawomocnieniu orzeczenia sądu. Na dodatek, z racji różnic w interpretacji kodeksu wykroczeń i p.r.d. istnieje realna szansa uniknięcia mandatu i punktów (wielu prawników trudzi się tym zagadnieniem, z różnym zresztą skutkiem), głównie jednak jest to gra na zwłokę, gdyż możliwość ukarania sprawcy wykroczenia przedawnia się po 2 latach. Zakończenie takiej sprawy mandatem ma ponadto dość istotny plus dla samych policjantów - mandat kończy sprawę i mogą o niej zapomnieć, natomiast skierowanie sprawy do sądu, niesie ryzyko, że sąd zechce policjantów powołać na świadków i czy w czasie służby, czy też w swoim czasie wolnym, będą musieli się stawić na rozprawę.