Cytat:
|
Przykro mi bo jestem fanem Transita ale mam dość powoli tego.
|
Praktyka pokazuje, że tego typu awarie wynikają z długotrwałej jazdy z mocnym depnięciem w pedał -
co wcale nie oznacza zapieprzania z dużą prędkością. Wystarczy właśnie tego typu zabudowa jak ty masz, jedna długa trasa z dużym ładunkiem, stały przeciwny wiatr i np akurat nieco gorsze paliwo. Już nawet jedna taka eskapada może załatwić silnik.
Generalnie problem polega na tym, że wprowadza się do produkcji wszystkie możliwe rozwiązania, które pozwalają obniżyć szkodliwą emisję spalin i zmniejszyć zużycie paliwa - tak jak to ekourzędnicy wymyślają w kolejnych Euro-normach.
Wśród tych rozwiązań jest - przy mocno wysilonym silniku - szósty bieg tak zestopniowany, że jest on praktycznie nadbiegiem i nadaje się tylko do jazdy ze stałą prędkością - ale już ciężko utrzymać na nim auto z żaglem za szoferką i dużym ładunkiem. Noga kierowcy powoli schodzi coraz niżej, dawka rośnie, spalania stukowego może on nie słyszeć. Trzeba tu wspomnieć, że w zakresie obrotów największego momentu obrotowego występuje także największa dawka wtrysku (czyli największe ryzyko powstania spalania stukowego) - ktoś kręcąc nisko silnik myśli, że go oszczędza, a potem się okazuje, że ekstremalnie go katował...
Wypalenie dziury w tłoku powstaje od fizycznego pęknięcia tłoka na skutek spalania stukowego - potem jego dewastacja postępuje już błyskawicznie.
Także poranne zimne odpalanie tych silników i pierwsze kilometry - to jest jeden wielki grzechot na skutek zwiększonej dawki paliwa. Noga sama schodzi z pedału gazu. Strach...
Ford próbował poprawiać sytuację przeprowadzając kilka akcji wzywania aut do serwisów w celu zmiany softu.
Ciekawy jestem, czy jeździłeś do ASO na te akcje serwisowe.
Czy sam eksploatujesz auta, czy masz kierowców?
Moim zdaniem - pisałem już o tym na Forum - polityka downsizingu w ciężkich komercyjnych vanach i dostawczakach to poroniony pomysł. Tu nie może być miejsca na Assistance - auto pracuje jadąc z cennym ładunkiem - często setki kilometrów od domu, za granicą -
i ma być maksymalnie niezawodne. Ale niestety - na pierwszym miejscu teraz jest stawiane spełnienie ekologicznych przepisów i norm, a nie niezawodność. Natomiast jakość wprowadzanych rozwiązań testują... klienci.
Uprawniona jest tym samym teza: współczesny europejski ekologiczny samochód to jest technicznie bardzo zły, bo niedopracowany i niesprawdzony samochód. Najlepszym tego przykładem jest ostatnia światowa afera z udziałem VW, która jest niczym innym jak efektem zderzenia ekologicznych wymagań wymyślonych za biurkiem z realnymi technicznymi możliwościami ich spełnienia. Okazuje się bowiem i niezależne testy to pokazują, że VW wcale nie wypada gorzej - jeżeli chodzi o spełnianie ekonorm - na tle innych producentów, w tym także Forda. Wszyscy je mocno przekraczają.
Ale już Komisja Europejska bierze się za dokręcanie śruby producentom - niedługo strach będzie choćby wsiąść do takiego auta...