Zależy jak jest prowadzony biznes i przez kogo i jakie mają "fundusze" i "cele" do wykonania. Każdy biznes to tabelki w Excelu u takich jajogłowych co w większości przypadków nigdy nie byli w serwisie i nie wiedzą że "zdarza się że wpadnie klient który czegoś chce".
Dla takich osób siedzących całe życie przy biurku (sam takim jestem) to kwestia taka że masz 48 serwisów w kraju i przykładowo akurat ten w Gdańsku i ten w Olsztynie są w słupkach wyjątkowo wywindowane jeśli chodzi o koszta napraw gwarancyjnych.
Potem idzie taki mail do serwisu (managera regionalnego itp) z informacją że mają się wykazać wynikami w następnym miesiącu bo inaczej będzie mniejsza premia. Zarówno dla regionalnego, jak i dla managera salonu/serwisu oraz mniejsza premia do podziału pomiędzy pracownikami najniższego szczebla. A wszystko przez to, że średnia wydatków wszystkich punktów serwisowych jest na poziomie powiedzmy 10 000 zł na miesiąc (wartość wyjątkowo losowa.. nie wiem ile dokładnie idzie) ale kilka punktów serwisowych ma koszta rzędu 12 000 - 15 000 zł na miesiąc.
I potem robi się taki łańcuch korpo w którym regionalny martwi się że dostanie mniej pieniążków do kieszeni, więc wpada z wizytą do jakiegoś tam Olsztyna i mówi managerowi żeby przyciął, bo źle to w papierach wygląda że 30% więcej napraw gwarancyjnych robią kiedy wcale nie trzeba, bo nie każda usterka jest wg "oficjalnych standardów firmy jak w papierkach" usterką i trzeba tak robić, żeby wyglądało jak normalne zużycie nie podlegające naprawom itp itd.
A później taki manager idzie do chłopaków na serwisie i chłopaki na serwisie dostają OPR że za dużo aut naprawiają na gwarancji i że za mało napraw płatnych o mocnej marży robią. I później taki na serwisie (przy biurku, co to zgłoszenie przyjmuje) kombinuje jak zrobić lepsze cyferki, bo przecież premia sama się nie zrobi.
Każdy jeden biznes rządzi się swoimi prawami, żałuję tylko że w Polsce naprawdę rzadko spotykałem się z jakimkolwiek przejawem przedłożenia dalekosiężnych korzyści nad chwilowym mniejszym zarobkiem.
A o co chodzi? Klient który dostanie od czasu do czasu coś gratis, albo w lepszej cenie, albo dostanie lepszą usługę jest potencjalnym klientem który będzie wracał i wracał i wracał. I kiedyś zacznie zostawiać większe pieniądze (na to liczymy). Zamiast tego w Polsce lepiej jest "zedrzeć" ile się da na wstępie, a jak "klient głupi to i tak wróci to jeszcze dociśniemy żeby zedrzeć jeszcze więcej". A szkoda.... Z drugiej strony rozdawnictwo i wykonywanie usług ponad normę czasami skłania klientów do bycia tymi, co zaczynają oczekiwać więcej i więcej za tą samą cenę.
Ale to już chyba za bardzo popłynąłem
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.