Aleście pojechali po zawodniku. Nie wypada się z wami nie zgodzić, bo ratowanie życia to jedno, a stwarzanie zagrożenia dla innego życia, to drugie.
Faktycznie przegiął z tą prędkością w mieście, bo nawet karetki pogotowia (dysponujące sygnałami uprzywilejowania) nie gnają na złamanie karku. Inna rzecz, że na drodze pełno domorosłych szeryfów, którzy na widok pędzącego na długich "kierownika", celowo potrafią go przyblokować, a wtedy o "bliskie spotkania" nietrudno. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę czas i drogę potrzebną do zatrzymania z prędkości 180 km/h (będzie to ponad 200m). Choć ratowanie życia (tu jazda z rodzącą) może spełniać wymogi "działania w stanie wyższej konieczności", która to okoliczność wyłącza winę, to jednak w sytuacji, gdy to działanie powoduje narażenie innego życia, wyłączenia winy już nie da się zastosować i zarzut "spowodowania wypadku i jazdy z prędkością uniemożliwiającą podjęcie skutecznego manewru obronnego na wytworzone na drodze zagrożenie", jest całkiem realny.