Odp: 1,5 Pb awaria pompy wysokiego ciśnienia
No dobre, udało Ci się wciągnąć mnie w OT. Przyznaję się.
Skąd się urwałem? A siedzę sobie nad Wisłą i zasilam budżet kolejnych szalonych rządzących, m.in. VATem z kilku już konsumencko kupionych salonowych samochodów, czyli po twojemu - margines. Do 500+ się nie dołożyłem, bo kilka lat temu postanowiłem, że już nie dam im ani grosza więcej i będę jeździł tym co mam - m.in. Fordy. Tak dla zasady - bo nie pozwolę marnować więcej moich pieniędzy, a przy okazji sprawdzę ile zadbany współczesny samochód wytrzyma. Fakt, złamałem raz to postanowienie bo trzeba było coś dokupić, ale Fordy będą u mnie dopóki blacha nie przerdzewieje. Nie pytam skąd Ty się urwałeś, bo mogę sobie wyobrazić po głębi wypowiedzi.
Znam doskonale podejście paru z wymienionych przez Ciebie kategorii zawodowych do samochodów (bo np. mam ich przedstawicielkę w domu) - możesz mu podmienić silnik, zawieszenie, olej na co chcesz (w granicach zdrowego rozsądku, silnik od malucha się nie nadaje) - jeżeli buda i fotele będą te same to nie zauważy, no chyba, że samochód stanie na drodze. Nie każdy Mecr, Porsche, Opel czy Ford itp itd się psuje poważnie w okresie gwarancji, bo celem producenta jest przetrwanie tego okresu bez kosztów, i tak samochód jest zaprojektowany. A drobniejszych awarii taki klient nie zauważy, albo ASO łatwo mu wmówi że TTTM. Jeżeli komuś nie zależy na kasie - i/lub nie jest ciekaw świata i/lub nie lubi DYI - to nie ma kontaktu z samochodem dłużej niż 2-4 lata. W tym okresie jedyne uszkodzenie jakie najczęściej się trafia to wytarte pióra wycieraczek, ew. klocki hamulcowe. Zazwyczaj tyle samochód nawet bez wymiany fabrycznego oleju wytrzyma.
Swoją drogą - ile to jest dla Ciebie "większa kasa"? Bo myślałem, że właśnie wśród takich się obracam - i nie są to politycy i "byznesmeny", tylko myślący specjaliści. Nie wiem jak Ci to wytłumaczyć...
Co do kolegi romekkar - proszę, nie wyskakuj mi z współczuciem a'la JP2 czy Smoleńsk. Szczerze napisałem, że mu współczuję kłopotów, bo tak naprawdę jest. Tyle, że nic innego jak tylko wynajęcie dobrego prawnika i pogonienie gwaranta (nieważne czy chodzi o FP, czy lizingodawcę, czy dilera) w sądzie nie zadziała. A Ty możesz mu zaproponować jakieś lepsze rozwiązanie, takie z kręgów ludzi z "większą kasą"?
Tak więc nie wkładając mi do ust tego czego nie mówiłem - czyli tego, że przy lizingu nie mamy żadnych praw - gdzie dokładnie się pomyliłem?
A jak już będziesz próbował się zastanowić nad tym wszystkim - zastanów się dlaczego typowo możesz samochód na firmę/DG kupić kilkanaście procent taniej niż konsumencko. Bo diler widzi kasiastego prawnika i sobie myśli: "EUREKA, wreszcie mogę komuś sprzedać taniej tego Mondeo Vignale"? Czasami żałuję, że w kraju tak wielu naiwniaków nie jestem bankierem...
|