Odp: Luźne pogaduchy na temat żywota nad Wisłą
Ja byłem i wróciłem. Z wielu czynników. Jednym z nich była tęsknota za krajem. No i byłem w miejscu gdzie najbliżej na ryby było 180 km.
Tylko wiesz inaczej się wraca i żyje jak masz np 100 tys na koncie odlozone. Masz komfort pasuje albo nie pasuje.
Znam też ludzi którzy siedzą po świecie i za nic nie chcieli by wrócić.
Kumpel ze szkolnej ławy po 10 latach pracy kupił sobie dom pod Londynem i wcale nie odkladal każdego funciaka. Wakacje, libacje itd.
Co u nas trzeba robić żeby w 10 lat dorobić się własnego domu normalnie żyjąc?
Problem leży w skalowaniu zarobków do wydatków.
Jeśli miesiąc życia kosztuje mnie 1 tys a zarabiam 2 to połowa mojej pensji idzie.
Jeśli miesiąc kosztuje 1 tys ojro ale zarabiam 4 to idzie 1/4 mojej pensji.
Sam pamiętam jak siedziałem w Hiszpanii gdzie jako zwykły zapieprzacz mogłem za swoją dniowke kupić w sklepie oryginalne buty i jeszcze zostało.
U nas nierealne.
Fakt żarcie itd było drogie ale u nas też jest. Skalowanie.
Po pół roku pracy kupiłem sobie tam samochód. Jako zwykły robol.
Fakt było to kilka lat temu ale jednak.
U nas zwykły robol od 1 do 1 kombinuje co dzieciakowi do jedzenia dać.
Uzupełnienie poprzedniej wypowiedzi.
Moja firma jest również właśnie w Hiszpanii.
Tam zwykły pracownik na start dostaje 3-4 tys ojro czyli 8 x tyle co u nas.
Robota jest dokładnie taka sama więc o co chodzi?
__________________
Jestem głupi ale każdego dnia staram się czegoś nauczyć.
|