Cytat:
|
Niestety bardzo się mylisz. Wyobraź sobie zatem, że masz sąsiada, któremu kiedyś nadepnąłeś na odcisk i człowiek ów wziął sobie do serca dowolność interpretacji życia społecznego i robi fotki swojego kundelka na tle twoich samochodów, domu, rodziny, miejsca pracy.
|
Oczywiscie ze jestem sobie w stanie to wyobrazic, i szczerze mowiac mi to "wisi i powiewa". Oczywiscie dopoki nie przekraczaja granic prywatnosci, np. nie fotografuje wnetrza mej sypialni, czy nie jest zwiazane z niszczeniem mienia (np. wspomniany sasiad kladlby swego psa na masce mego auta). Zreszta w twym przykladzie najwazniejsze sa podpisy pod zdjeciami a wiec moze sie to stac rowniez i bez udzialu fotografii. Wiec jaka roznica.
IMO slowo "prywatnosc" mozna stosowac do momentu jak jestesmy na prywatnym terenie. Nabiera ono innego znaczenia w momencie gdy wychodzimy na zewnatrz decydujac sie korzystac z dobr publicznych jakimi sa drogi, chodniki, lasy, parki czy wrecz wchodzac na cudze terytorium. W obu przypadkach na nas i tylko na nas powinna spoczywac odpowiedzialnosc za nasze zachowanie wiedzac, ze nie mozemy sie czuc bezkarnie w przypadku ze cos przeskrobiemy. Bo chyba nikt nie twierdzi, ze ta cala "prywatnosc" ma sluzyc zbawieniu sie odpowiedzialnosci (a niestety tak to wybrzmialo z powyzszych postow).
Wydaje mi sie, ze z podobnego powodu zniknely w Polsce nazwiska z domofonow/skrzynek pocztowych. Ale co ciekawe, w Czechach nikt sie swego nazwiska nie wstydzi, ani nie boi tego, ze ono widnieje na drzwiach wejsciowych. Wyglada na to, ze Polacy maja swira na punkcie inwigilacji. Choc powodow pewnie moze byc wiecej.
Probujac zamknac temat: ja nie mam problemu z tym, ze mnie bedzie ktos fotografowal, filmowal. Staram sie zyc tak aby mi nikt nic nie mogl zarzucic, ew biore na klate to co przeskrobie. Nie mam sie wiec czego obawiac. I smiem twierdzic, ze nie powinien miec problemu ten kto ma czyste sumienie (pomijajac jednostki z zaburzeniami, ale nie dla tych sie ustanawia przepisy)