Cytat:
|
Tu nie ma sensu szukać przewagi jednego nad drugim. To są dwie odrębne funkcje realizujące dwie odrębne potrzeby.
Po co trzymać nogę z daleka od pedału gazu? Po co sobie w ogóle tym głowę zawracać, skoro można jeździć normalnie i nie martwić się o to co pokazuje prędkościomierz. A im bardziej komfortowe auto, tym łatwiej przelecieć ponad ograniczenie prędkości. Kwestia "odblokowania" w sobie niechęci do idei limitera.
|
Bez sensu - skoro pamiętasz o włączeniu limitera przed każdą wioską, to będziesz też pamiętał o prędkości. Nikt nie jest aż tak głupi.
Dla mnie tempomat to przede wszystkim odpoczynek prawej nogi od kompletnie zbędnej czynności utrzymywania stałej prędkości.
Ja po prostu widząc z daleka znak obszaru zabudowanego wyłączam tempomat ustawiony wcześniej na 100-110, czekam aż zwolni do 60-70, klikam SET i przejeżdżam tak całą wioskę, potem rozpędzam się do 100-110 i klikam SET.
Choćbym nie wiem jak się wytężył, nie widzę realnego, praktycznego zastosowania limitera.
Za to tempomatu używam dosłownie wszędzie, nie znam kogokolwiek kto by go tak często używał jak ja. Kilkaset metrów drogi bez samochodu tuż przede mną i tempomat zawsze włączony. A najbardziej dziwię się znajomym starszej daty, którzy mimo że mają tempomat, to potrafią całą A1 Gdańsk-Łódź przejechać trzymając nogę na gazie... Niby starsi ludzie są wygodni, a jednak często swoją opornością na nowinki tylko robią sobie pod górkę... Bo nikt mi nie powie, że utrzymywanie nogą stałej prędkości przez 300 km to coś przyjemnego...
Brakuje mi w tempomacie 2-3 programów, np. 50, 70 i 90, ale to tylko gdybym miał automat, najlepiej z aktywnym tempomatem. Nie mam pojęcia, dlaczego jeszcze nie wprowadzili takiego rozwiązania, zamiast durnych limiterów.