No właśnie przyszła mi do głowy pewna rzecz - aktualna przynajmniej teraz, gdy podobno można ładować za darmo. Na paliwo (diesel - 15 kkm/rok) wydaję rocznie mniej więcej tyle samo co na ogrzewanie domu. Do tej pory gazowe, a od tego sezonu mam też pompę ciepła (czyli klasyczny układ 'dual fuel'). Zamiast wydawać kasę na samochód z napędem elektrycznym i przepłacać za baterię, to chyba lepiej kupić najtańsze akumulatory (bez narzutu od luksusu w samochodzie), wrzucić je do bagażnika (po to mam kombii) i ładować je za friko na mieście jak parkuję w pracy. Po powrocie do domu mam ogrzewanie/klime/prąd za darmo w domu przez cały sezon i jeżdzę dalej na ropce. Czyli roczny koszt z 7000 PLN (3500 + 3500) spada mi do 3500 PLN. Posiadacz elektryka wciąż musi płacić za ogrzewanie domu ale musi wydac dużo więcej kasy na samochód. Musi też zapłacić wyższe koszty ubezpieczenia auta, serwisu etc. Obliczeniowe zapotrzebowanie na ogrzewanie domu do 10 kW (-20C) co oznacza że nawet przy siarczystych mrozach mam prawie 10 h non stop na baterii 100 kWh.
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Nawet jeśli za ładowanie i prąd trzeba będzie płacić to zawsze w tym schemacie priorytetowe będzie ograniczenie kosztów energii elektrycznej na cele domowe inaczej ludzie zaczną jeździc na gaz natuarlny gdyż zasięg jest porównywalny do elektryka i akumulatorów
Aha, sprawdziłem, że aktualnie 1kWh Lion kosztuje $140, a Tesla ma cel $100. Więc inwestment w nową baterię da prawie 40 tyś zł. - zwrot po 10 latach. No chyba, że tańsze baterie z drugiej rączki - spadek pojemności o 20-30 % (jak w 5-6 letnim uzytku, rozbitku) w domu to nie problem. Np. używane baterie do Priusa potrafia być kilkakrotnie tańsze od tych nowych