W przypadku służbowego auta też miałem obawy o to, co znajduje się w misce olejowej po przeglądzie, więc dla własnego spokoju dorzucałem olej z własnej kieszeni. Olej wlany przez ASO (auto flotowe obsługiwane przez PGD) traktowałem po prostu, jak swojego rodzaju "płukankę" i po powrocie do domu: pompka -> wyssać co się da -> wlać wybrany olej zgodny z normą producenta -> wyssaną ciecz obejrzeć, powąchać, nakroplić na papier -> po zaspokojeniu ciekawości ciecz oddać do PSZOK i jeździć spokojnie dalej
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Zatem, jeżeli olej nie wyglądał dobrze i masz zastrzeżenia, to zlej go pojemnika. Kup swój, dobry olej i nim zalej silnik. Pojeździj, oddessij i porównaj, jak wygląda.
Jak masz duże zastrzeżenia do ASO, to przed następnym przeglądem (tego samego dnia) sobie odessij setkę oleju i trzymaj do porównania z tym, co będzie po odebraniu auta. Można też "na bezczela", w obecności mechanika z ASO, który prosi o podpis na odbiorze auta, wziąć strzykawkę z zestawem infuzyjnym i odessać do porównania trochę oleju a następnie porównać ze swoją "próbką A". Tylko takie coś to można robić, kiedy się zakłada, żę to była ostatnia wizyta w tym ASO. Tak, jak w restauracji nie oddaje się jedzenia do kuchni, jeżeli chce się tam jeszcze coś zjeść...