Raz głęboko rozładowany i kablami ratowany, a potem mało jeżdżony długo nie pożyje.
Jak już padł, to jeśli to tylko możliwe, to pod prostownik. Nie odpalać z kabli, nie jechać, nie męczyć akumulatora dużym prądem z alternatora. Kable / boostery to wybitnie awaryjne rozwiązanie. Jeżeli nie ma alternatywy. Dla mieszkających w mieście, zawsze lepiej przy padlinie pojechać komunikacją miejską a akumulator na spokojnie ładować, jak należy i do auta wrócić kolejnego dnia.
Z drugiej strony dobry akumulator do foki (nie AGM) to koszt ok. 300-350 zł, więc jak ktoś nie chce tracić czasu i nerwów noszenie aku (jak nie ma garażu z prądem) oraz pieniędzy na prostownik / ładowarkę, to może się po prostu pogodzić z wymianą akumulatora co 2-3 lata i nawet niedoładowany, czasem odpalany z kabli, też jakoś pożyje
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
A jak już są takie objawy, że po ratowaniu kablami napięcie trzyma po 20-30 minutach jazdy i sam odpala, to nie znaczy, że jest naładowany. Po prostu chwilę napięcie trzyma po morderczym prądzie z alternatora. Przez noc taki akumulator i tak zleci poniżej 12 V, no chyba że auto zrobiło trasę i silnik pracował kilka godzin, to się podładował (nie naładował do pełna, ale już jest zdolny trzymać napięcie ~12,5-6 V na dłużej). Jak jazda trwała z pół godziny i po zatrzymaniu jeszcze była próba rozruchu, to akumulator jest bardzo daleki od naładowania i rano już raczej nie zakręci. Po pewnym czasie takiej eksploatacji po prostu padnie.