Czytam ten temat i ręce mi opadły.
Jak można nie wiedzieć, że przed zieloną strzałką trzeba się zatrzymać?
W naszym kraju problemem nie są bezsensownie postawione znaki, progi zwalniające czy zwężenia. Problemem jest statystyczny Mistrz Kierownicy, który NIE POTRAFI przestrzegać przepisów, bo wg niego są one bez sensu. Mistrz Kierownicy sam decyduje, co ma sens i czego będzie przestrzegał. STOP? A po co, przecież widać, że nic nie jedzie. Ograniczenie do 50? Bez sensu, przecież jest pusto - pojadę 100. Zielona strzałka? Phi! Odległość na autostradzie? A po co, przecież Mistrz Kierownicy doskonale kontroluje sytuację, zdąży wyhamować. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. To jest dramat. Przepisy regulują nieco życie społeczne, ale Mistrza Kierownicy to nie interesuje, bo on jest w końcu sam na drodze i ma kompletnie w dupie innych uczestników ruchu. To jest problem w naszym kraju, a nie progi zwalniające na osiedlach, gdzie mieszkają ludzie i chcą bezpiecznie wyjść z domu.
Może czasem warto się zastanowić i zrozumieć szerszą perspektywę pewnych działań, a nie widzieć tylko czubek własnego nosa. Ktoś w tym temacie wrzucił zwężenia na ulicy w Krakowie. To nie jest bezsensowny wymysł urzędnika, tylko ludzie tam jeździli jak
wulgaryzm, przez co mieszkańcy domów przy tej ulicy nie mogli by normalnie wyjechać ze swoich posesji. Nie mówiąc już, że strach iść chodnikiem jak debil jeden z drugim musi cisnąć ile wlezie.
U mnie koło osiedla jest droga z ograniczeniem 40 km/h. Co chwila przejście dla pieszych, z jednej strony stoją też zaparkowane samochody. Dosłownie _WIĘKSZOŚĆ_ nie przestrzega tego ograniczenia. Jak ja tam jadę przepisowo, to ZAWSZE ktoś mi siądzie momentalnie na zderzaku. Nawet raz ktoś mnie strąbił.
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum. Droga nagle rozchodzi się na dwa pasy - do jazdy prosto i w prawo. Ja skręcam w prawo, momentalnie jestem wyprzedzany - zaraz przed przejściem dla pieszych, a jakże by inaczej... Bo Mistrzowie Kierownicy kontrolują sytuacje, szczególnie wtedy jak parę razy ktoś by przy mnie potrącił pieszego, bo mu ustąpiłem. Ale wielki Mistrz po lewej musiał cisnąć i wyprzedzać.
Czy to ograniczenie tam ma sens? TAK, bo:
1) Co chwile jest przejście dla pieszych i trzeba zwolnić i tak jak ktoś idzie
2) Są zaparkowane samochody przy ulicy, ktoś może stamtąd wyjeżdżać
3) Zza samochodu może wybiec dziecko. Wtedy to nie będzie wina kierowcy, ale co to ma za znaczenie gdy dojdzie do tragedii?
Mam nadzieję, że dożyję czasów, kiedy w naszym kraju podniosą mandaty. Najlepiej na minimum czterocyfrowe.
Najgorsze jest to, że w mniemaniu Mistrzów Kierownicy, to ten gość, który jedzie przepisowo, zatrzymuje się na strzałce i STOP-ie, jest
wulgaryzm. Otóż nie, jest dokładnie odwrotnie...
A i jeszcze jedno - prawo powinno być proste. Dlatego jest zapisane w prosty sposób: PRZED ZIELONĄ STRZAŁKĄ TRZEBA SIĘ ZATRZYMAĆ. Dla osób o słabej wyobraźni śpieszę z wyjaśnieniem, skąd się wziął obowiązek zatrzymania przed strzałką. Za naszym czerwonym sygnalizatorem (ze strzałką) często jest przejście dla pieszych, którzy mają zielone. Zatrzymujemy się po to, aby rozejrzeć się, czy na pasach nikogo nie ma. Przy drogach o kilku pasach ruchu, większy pojazd (np. autobus) może zasłonić przejście i wtedy zatrzymanie się to jedyny sposób, aby upewnić się, że na przejściu nikogo nie ma.
Mistrz Kierownicy zapewne zawsze wie (a jakże by inaczej?), czy na przejściu ktoś jest i czy może jechać. Jasne, czasem zielona strzałka bywa kompletnie bezkolizyjna. Zatem Mistrzowie Kierownicy - możecie składać swoje propozycje definicji przepisów - kiedy można, kiedy nie można. Przy podatkach każdy marudzi, że przepisy są skomplikowane. A przy przepisach drogowych wszyscy marudzą, że są bez sensu. Ale są proste. Coś za coś.
Nie oznacza to, że wszystkie ograniczenia/oznakowania są uzasadnione. Ale niestety, w większości to odpowiedź na "odpowiedzialną" i "bezpieczną" jazdę Mistrzów Kierownicy.