Wczoraj wpadłem na A2 i od bramki jak zapiąłem złotyosiemdziesiąt na tempomat tak 90km nie zdjąłem nawet 1 jednostki
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Dla zainteresowanych: obroty silnika to ok 3200 (skrznia 6), spalanie (a wiało trochę z boku, trochę z czoła) między 10 a 12 wg chwilowych wskazań komputera
Innymi słowy spokojna i normalna prędkość podróżna dla tego auta i silnika
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Aż dojechałem do bramki zapłacić, ruszyłem dalej i poczułem smród palonej gumy ale i przed i dookoła tiry ruszały zatem któremuś z nich coś musiało.... nic bardziej mylnego, po ok 2km zapaliła mi się kontrolka akumulatora na blacie.
Acha, znaczy chyba to mój był. Ale tylko kontrolka, żadnych komunikatów, nic, auto jedzie dalej normalnie. No co zrobię na autostradzie...
Zjechałem na pierwszy MOP, maska w górę, pasek jest, wszystko się kreci, silnik cichutko i mięciutko chodzi, tyle że ta kontrolka akumulatora świeci.
Miernika żadnego, forscana... a po co, do domu 200km oczywiście leje.
Kit, jadę. Po 170ciu wycieraczki stanęły dęba i zgasił wszystko co możliwe a ostatnie 30km to już zamiast przednich reflektorów miałem kaganki. Nawet silnik "grać" wtryskami zaczął, aku wyssało do zera.
Mam nówkę 85Ah no to 200km przeleciał z pełnym obciążeniem, tyle że bez radia ale podświetlało się i tak bo to FX. Gdyby był dzień to zgasiłbym światła ale że to po 16tej czyli ciemno i jeszcze lało no to nawiewy, światła i wycieraczki musowo cały czas.
I teraz pytanie do Was:
one cierpią na jakąś przypadłość tych alternatorów czy tego dziwnego zespołu sprzęgającego je z kołem pasowym czy po prostu 230tkm na blacie i miał prawo wyciągnąć kopyto ?
Jeszcze nie wyjmowałem bo nie było kiedy i jak, jutro mechanik bierze na warsztat.