Wszystkie auta, które ucierpiały i których dokumentację serwisową widziałem (czyli nadal pojedyncze przypadki, ale jednak wychodzi ponad 5% floty) miały załatwiony regulator napięcia. Do zdarzenia dochodziło tuż po uruchomieniu silnika biorcy. Poza regulatorem, w kilku autach (różnych marek) padał cały alternator, w jednym "Niemcu" padła nawet cała instalacja wtryskowa i pompa wspomagania (zapewne po awarii regulatora napięcia, ale i tak wszyscy byli zdumieni). Może zbieg okoliczności, ale poszło niczym reakcja łańcuchowa. Nie jest to coś nagminnego, ale jednak widać tendencję, że im nowsze auto, z bardziej skomplikowanym "smart charge" i BMS, tym większe ryzyko awarii układu regulacji i stabilizacji napięcia po pojawieniu się prądu z zewnętrznego źródła. To trochę tak, jak niektóre ładowarki procesorowe (bez wspomagania rozruchu) potrafią umrzeć, jeśli się ich nie odłączy przed uruchomieniem silnika, mimo że na ogół nie ma żadnego problemu. Producenci i tak dmuchają na zimne i w instrukcji piszą, aby odłączyć od sieci i akumulatora przed uruchomieniem silnika.
Kiedyś udało mi się ubić jakąś marketową podróbę CTEKa, gdy podłączyłem jednocześnie drugą, mocniejszą ładowarkę do tego samego akumulatora na jachcie (kompletnie zapomniałem, że to 4A "bździdło" było podpięte w bakiście i przez wtyk zapalniczki podpiąłem Noco 7A. Mniejsza ładowarka nie wiedziała co się dzieje i się usmażyła (byłem bardzo zdziwiony, bo myślałem, że nawet jeśli coś by było podłączone, to po prostu obciążenie spadnie lub ładowanie zostanie przerwane i sprzęt przejdzie w bufor, ale jednak inne algorytmy ładowania i impulsy drugiej ładowarki ogłupiły pierwszą, która nie ładowała impulsowo) - na tyle dobrze, że wyłącznik w słupku zadziałał, więc wtedy sobie przypominałem o podłączonym przy wejściu z lądu "chińczyku". Myślę, że coś podobnego może się dziać w aucie, gdy dwa "inteligentne" układy ładowania usiłują ogarnąć sytuację, kiedy są połączone przewodami. Jak był prosty regulator, to nic nie się nie działo. Z obecnymi "inteligentnymi" systemami, dbającymi o przedwczesne ubijanie akumulatora przez trzymanie go w stanie niedoładowania (bo niby 0,00000001 litra mniej silnik spali zmniejszając obciążenie alternatora i jeszcze "bufor na rekuperację" i inne bzdury wymyślają, podczas gdy kwasowo-ołowiowe akumulatory mają niezmienną naturę od wielu lat i, w odróżnieniu od litowych, lubią tylko jeden stan - pełne naładowanie).
Choć to nie tak, że na 100 aut, 10 ulegnie uszkodzeniu pożyczając prąd, ale im nowsze auto, tym bliżej tego progu. Wolę nie ryzykować. Osobiście widziałem kilka, w kilka lat i mnie to przekonuje, aby nie ryzykować. Do tego odpalenie potrzebującego boosterem zajmuje mi mniej czasu, niż wygrzebanie i podłączenie kabli. Jeśli już ma otwartą maskę, to operacja zajmuje zwykle ok. 15 sekund (tak już mam z jednym starszym sąsiadem, który mało jeździ i czasem dzwoni i czeka już otwartą maską, to dosłownie po niecałej minucie (w tym otwarcie bagażnika, wyjęcie boostera, podpięcie przewodów) od wyjęcia mojego boostera może odjeżdżać. Operacja z kablami przed laty zwykle trwała dobrych 20 minut. Do tego odchodzą spadki napięcia na długich kablach spawalniczych, szukanie czystego punktu masowego itp. W ogóle maski nie otwieram. Tylko biorca się otwiera.
Tak, dlatego pisałem o nowszych, elektroniczych, z litowymi aku. Takie nieco większe powerbanki, a i V8 w LandCruiserze sąsiada bez problemu tym odpaliliśmy (wspomagając podłączony akumulator z 11,6 V, a nie zamiast niego). W łodziach też R6 i V8 tym boosterem ruszam (choć nie cierpię tego robić i jeśli mam czas, to zawsze ładuję akumulator, ale jak wbijam na zmianę po kimś, kto nie pilnuje...). Jeśli akumulator nie zszedł do zera, to bez stresu. Jak jest totalne zero i wyłączam ochronę przeciwzwarciową (inaczej booster nie daje prądu), to maksymalnie 4-cylindrowe, do 2,5 litra benzyniaki lub typowe 1.9 / 2.0 TDi idą nawet po odłączeniu akumulatora - z samego boostera. Jako prawilny booster, do wsparcia akumulatora, który ma z 11 V w spoczynku, to i V8 na spokojnie idzie. Kilka lat testów z różnymi machinami jeżdżącymi i pływającymi mnie przekonały i wrzuciłem do łodzi ratowniczych podobne boostery. Co roku jakiś dokupujemy.
Mam też taki "walizkowy" z 7 Ah AGM i tak - nie ma żadnej ochrony. Jak się włączy, to po prostu prąd do zacisków pójdzie. Takich nie polecam ludziom bez minimalnej wiedzy. Ale takie "powerbanki z rozruchem" to są serio robione "po amerykańsku", żeby dać maksimum ochrony przed czynnikiem ludzkim
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.