Nie mam na razie żadnego elektryka, jeżdżę z dwoma normalnymi góralami, jednym dziecięcym i chyba zaraz kupię drugiego 20" takiego samego dla młodszego syna. Myślę że z osprzętem który jeździł na rowerach to wychodzi jakieś 14+15+10+8 = 47 kg. Więc zgodnie ze specyfikacją bagażnika mam jeszcze 13 kg zapasu. Akurat mógłbym jeden zamienić na elektryka chyba.
Musisz sprawdzić:
1. Dopuszczalne obciążenie haka który posiadasz (niektóre mają 90 kg, niektóre 100 kg, ale widziałem i 80 kg),
2. Wybrać bagażnik, który ma maksymalny dopuszczalny przez producenta udźwig (mój 60 kg i to chyba był standard, przynajmniej w 2021),
3. Zsumować masę bagażnika i jego dopuszczalny załadunek i zobaczyć czy hak "wytrzyma".
Wiadomo, na to wszystko producenci nałożyli swoje współczynniki bezpieczeństwa więc pewnie wytrzyma i dwa razy tyle przy 200 km/h, ale...
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Ja jechałem maks 150, rodzina 2+2, namioty, przyczepki, wyposażenie wakacyjne na 2 tygodnie, nawet stojak rowerowy serwisowy. Samochód przy tym wszystkim siada, bagażnik też. Jeździłem po dziurach w lesie i przytarłem tylko raz przy wjeżdżaniu do garażu podziemnego w bloku. Raczej nie masz się czego bać. Od 2021 zrobiłem najdłuższą trasę 500 km w ten sposób, ale co to za różnica 500 km, czy 1500? Do tego prawie co weekend w sezonie od 15 do 200 km.
Na co warto według mnie zwrócić uwagę, to fakt, że opuszczenie takiego załadowanego bagażnika, żeby dostać się do kufra i potem podniesienie tego wcale nie jest takie łatwe. Szczególnie parę razy pod rząd
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Przy takiej konstrukcji jak mój Aguri Acrive Bike 4 kiedy ostatni rower, teoretycznie najlżejszy i najdelikatniejszy, jest przyczepiony do przedostatniego, to jak złapiesz za ramę i zaczniesz pchać z powrotem to można uszkodzić rower jak sądzę. Dlatego trzeba dobrze rozkładać siły np pchając za zamek ostatniego uchwytu, albo ramę roweru najbliżej klapy jeśli sięgasz.
Była jakaś konstrukcja, która opuszczała się na zasadzie takich szyn zaokrąglonych, to jeździło. Było to dużo droższe niż Thule i chyba wygodniejsze w podnoszeniu i opuszczaniu. To chyba była Atera Strada DL 3. Ale nie sprawdzałem z rowerami.