Sytuacja wygląda dziwnie:
założony został oryginał. Auto dalej w trybie awaryjnym, czyli bez zmian. Błędy nie dały się skasować forscanem ani oprogramowaniem, którym dysponuje mechanik.Odebrałem samochód i po drodze do domu zatrzymałem się na zakupy. Po wyjściu ze sklepu był problem z odpaleniem samochodu. Objaw jakby akumulator padał i nie miał siły kręcić rozrusznikiem. Odpalił jednak z trudem wyświetlając komunikat "normal mode" i krzycząc, że nie ma paliwa, po czym wskaźnik paliwa poszedł w górę. Check engine się ciągle palił, ale samochód przez jakiś czas jechał normalnie. Po kilku kilometrach wyrzucił znów kominikat o serwisie i wszedł w trym awaryjny.
Pod garażem sprawdziłem akumulator - był ok. Na wszelki wypadek podłączyłem go jednak pod prostownik. Dwie godziny później odpaliłem auto i uruchomił się zupełnie normalnie: bez check engine i trybu awaryjnego.
Tak naszpikowane elektroniką pojazdy to dla mnie czarna magią, więc niech mi ktoś powie, co tu się dzieje? Czy on sobie jakąś głęboką diagnostykę robił, którą przerwałem (problemy z odpalaniem) a którą skończył pod garażem i pokasował błędy. Co dałoby nadzieję, że już będzie ok.
Czy to po prostu "cholera wie", jakiś kabelek może nie styka i nagłe "ozdrowienie" auta to czysty przypadek, a problem zaraz może wrocić?