(przepraszam nie mogłem się powstrzymać... 8-) )
***
Do spowiedzi przychodzi młoda kobieta i mówi księdzu:
K: Wybacz mi Ojcze, bo zgrzeszyłam.
O: A co konkretnie zrobiłaś, córko?
K: Nazwałam pewnego mężczyznę sk...m.
O: A dlaczego go tak nazwałaś??
K: Bo mnie pocałował.
O: Tak jak ja całuję Cię teraz?
K: Tak.
O: Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka sk...m.
K: Ależ Ojcze, on dotknął jeszcze mojej piersi!
O: Tak jak ja dotykam jej teraz?
K: Tak.
O: Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka sk...m.
K: Ależ Ojcze, on mnie rozebrał!
O: Tak jak ja Ciebie teraz? - spytał ksiądz rozbierając ja.
K: Tak, ojcze.
O: Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka sk...m.
K: Ależ Ojcze, on wsadził swoje wie-ojciec-co w moja wie-ojciec-co.
O: Tak jak ja teraz? - spytał ksiądz wsadzając swoje wiecie-co w jejwiecie-co.
K: Tak, taaaak, taaaaaaaaak, Ojcze!
O: [kilka minut później] Moje dziecko, to nie jest powód, by nazywać człowieka sk...m.
K: Ależ Ojcze, on miał AIDS!
O: To sk...n!
***
Rozmowa w kolejce stojącej przed sklepem.
- Czy pan jest ostatni?
- Nie, są gorsi ode mnie.
- Czy pan stoi na końcu?
- Nie, na nogach.
- Świnia!
- Bardzo mi przyjemnie, Kowalski jestem.
- Niech mnie pan w d...ę pocałuje!
- Ależ, proszę Pani ja tu przyszedłem po cytryny, a nie po pieszczoty....
|