Witam Was wszystkich,
Postanowiłem opisać Wam moje perypetie w poszukiwaniu mondziaka MKIII w kombi i z silnikiem TDDI 115 KM.
Otóż. Wypatrzyłem na necie taką ofertę
http://marekwisniewski.otomoto.pl/index ... d=C2336551
Kolega, który w ten weekend odwiedzał rodziców w Brodnicy zaszedł go obejrzeć. Mówił, że jak się wypierze dokładnie tapicerkę to będzie okay. Postanowiłem wsiąść w samochód i go obejrzeć. Pojechałem 190 km. Zajechałem na miejsce, a tam niespodzianka. Poza ciekawym wyposażeniem wiele rzeczy jest lipą. Na przykład alufelgi, ale o tym dalej...
No i tak. Tapicerka brudna, poprzypalana papierosami. Na lusterkach
bocznych gość sobie silikonem przykleił jakieś dodatkowe kierunkowskazy. Podłokietnik w aucie połamany, schowek na okulary w
suficie sie nie domyka, a na tylnym siedzeniu dziura od przygaszonego
papierosa. Drążek zmiany biegów to tak wytarty, że szwy na skórze przerwały się i wystają nitki. Za to wszystko chciał ostatecznie 27.000. Na dodatek
samochód już zaczęła żreć rdza przy uszczelkach przy szybach.
Najlepiej to mnie rozwalił gość alufelgami. Na zdjęciach jak
widzicie są założone kołpaki, a w ofercie napisane, że alufelgi.
Kołpaki to jakieś najtańsze, bezmarkowe badziewie, a znaczek FORD jest na nich namalowany ODRĘCZNIE pędzelkiem chyba na pracach ręcznych przez jakiegoś uczniaka. Felgi aluminiowe z oponami postanowił dorzucić za dodatkowe 800 zł, bo ponoć właściciel zgodził się opuścić cenę do 27.000 z 28.300, ale bez alufelg. Te ponoć właściciel ma u siebie w garażu i jak się dogadamy co do ceny to w każdej chwili przywiezie.
Nie wiem czy ich nie zdążył schować, ale jak przyjechałem godzinę wcześniej niż się z nim umawiałem to na placu przed budynkiem leżał komplet alusów z oponami letnimi do tego mondziaka.
Goście nie mogą oglądać obrazków w postach. Zarejestruj się klikając tutaj aby uzyskać pełen dostęp do forum.
Mówię Wam wnętrze auta wyglądało jakby tam ktoś mieszkał. Wprost powiedziałem handlarzowi, że nie wierzę, żeby ten samochód miał 130.000 km. Bardziej skłaniam się na 330.000 sądząc po stanie wewnątrz.
Teraz silnik. Odpalił za pierwszym razem. Akumulator miał wstawiony nowy - dziwne jak na mój gust, że ktoś wstawia do komisu auto i wrzuca nówkę akumulator. Po zdjęciu plastikowej pokrywy silnika nastąpiła pewna konsternacja handlarza i jego palenie głupa. Miał ropę przy wtryskach. Nie były to lekkie przybrudzenia tylko najnormalniej stała tam kałuża ropy. Po rozgrzaniu silnika nadal wydobywała się z rury chmura białych spalin, co sprzedawca skwitował - to tylko para...
Co do ceny to handlarz uparcie twierdził, że on na tym samochodzie ma tylko 400 zł, bo on więcej mieć nie musi skoro sprzedaje 20 - 30 samochodów w ciągu miesiąca.
Dziwne, że mu tak bardzo na mnie zależało, skoro po wyjeździe od niego jeszcze 3 razy do mnie dzwonił i pytał czy może zamiast Mondeo nie chciałbym Laguny z 2002 z 2.2 dti, a może jednak wezmę te Mondeo bo to taki przecież super samochód...
W ten oto sposób zrezygnowany wróciłem do domu i dalej przeglądam ogłoszenia...