Problem jest znany i rozpoznany...
Kiedy spojrzysz na schemat instalacji, to zauważysz, że lampka ładowania zasilana jest z jednej strony "+" z instalacji po stacyjce, a z drugiej strony z alternatora poprzez regulator.
Teoretycznie - kiedy alternator daje pełne napięcie ładowania, napięcia na obydwóch biegunach lampki powinny wyrównać się i lampka powinna zgasnąć. Z kolei kiedy alternator nie ładuje, regulator łączy przewód lampki na masę czyli "-" i lampka otrzymuje pełne napięcie z akumulatora poprzez stacyjkę i się jasno pali.
Jednak z czasem wszystkie połączenia w instalacji auta powoli się utleniają, styki zaczynają stawiać opór i zaczynają się nawet grzać. Powstają więc na nich spadki napięcia, ich suma daje różnicę napięcia pomiędzy tablicą zegarów i alternatorem ładującym akumulator. Czasami to nawet 1 - 1,5V. I to jest właśnie napięcie zasilające lampkę, która się leciutko żarzy - mimo, że alternator ładuje.
W Transicie 2,5D największe spadki napięcia występują na kostce prądowych przewodów stacyjki (pod osłoną kolumny kierownicy - nawet czasami kostka się potrafi stopić i zapalić), na włączniku stacyjki, na szynie w skrzynce bezpieczników, na wtyku tablicy zegarów, na połączeniach masowych.
Zauważ - że im więcej włączasz urządzeń wiszących na stacyjce, tym mocniej żarzy się żarówka.
Jest to z resztą sygnał, by sprawdzić kostkę stacyjki pod osłona kolumny. Jeżeli się grzeje - najlepiej jest zrobić by-pass kostki na grubych prądowych przewodach (czerwony i czarno-srebrny), lutując do nich obejścia. Warto o to zawalczyć, bo to są m.in. przewody zasilające światła główne. A wiadomo, jak wrażliwe na spadki napięcia są halogenowe żarówki, jak nieproporcjonalnie gwałtownie spada wtedy wartość ich strumienia światła.
Reasumując długi wywód: mimo, że lampka się żarzy - alternator ładuje akumulator pod prawidłowym napięciem.